WIDOKÓWKA

 

ołówkiem przewijam kasetę

z której kiedyś powstanie

pajęczyna

wypełni sufit

    poświęcę  róże europy

    wciągnę sztywny pal azji

    pofrunie enola gay

ze sportowca wycinam piłkarzy

na plastelinie wieszam plakaty

zbieram puszki i podstawki

     przeglądam się w pudle

     starym widokówkom

     z miejsc w których nie byłem

czytam ostatnie listy

na które nie odpisałem

 

 

TRADYCJA?

 

od rana muchy zwiastowały upalną

niedzielę

wiatr trącał płatkami pelargonii

kury i kaczki kończyły śniadanie

przy stole zapach rosołu witał mocniej

niż kawa na mszę

Pochwalony Jezus Chrystus

powoli i tu odchodzi do stodoły

póki co na krzyżu jeszcze

dzielnie się trzyma

 

kiedy kręciłem powrósła

kiedy jeszcze na wozie zwoziliśmy snopki

dałbym sobie jęczmieniem

skórę wybiczować

że dziś nie będzie pod wozem

dziś to ja pozdrawiam Boga

przypominam dzieciom

że chleb też się szanuje

że ty też możesz upaść

 

 

wrażenia mogę  zważyć

 

trasa doświadczeń liczyła dwadzieścia lat

i sześćset sześćdziesiąt cztery kilometry

w jedną stronę pociągiem

telefon określił stopień zmiany

pouczany określeniem że to czasy się zmieniły a nie my

przeczę

spaliśmy w ścisku prawie jeden na drugim

dziś choć mieszkania puste i czyste

miejsca brak by przyjąć jedną osobę

to tylko rodzina

w komunie człowiek się trzymał

w kapitalizmie odleciał w dobrobyt 

rozluźnił więzi zaczynając od stołu

sposób kontaktu przez kontakt

przeszedł w bezprzewodowy

na bezdotykowy

 

22.11.2020