Alicja to nie Ewa
a gdy się zakocha ta
po drugiej stronie lustra
co usta ma nieoczywiste
a serce o biust jej bije obficie
rozbije lustro o sen nie jeden
i tylko o mnie wycierać krew będzie
ja cały potem mary skąpany
błagam myśl - nie mów imienia
po plecach błąd strugą spływa
a ona stoi i z twarzą rozmawia
stroi się pysznie nade mną
ja widzę jej głos opada
dotknął moich ust zimny koliber
odpięty jak guzik od spodni sam
tonę bez wyjścia wejścia z tej damy
przeżegnać się jeszcze zdążyłem
dno mojej zdrady sięga udom po szyję
zbieram szkło co z ramy uciekło
odwrócić chcę bieg cały szybko
siłą trzymam wskazówki
doklejam cyfr kalendarza
patrzę w zwierciadło i pusto
na nic krew moja
pękło mi słowo
pękło mi lustro
WIDOKÓWKA
ołówkiem przewijam kasetę
z której kiedyś powstanie
pajęczyna
wypełni sufit
poświęcę róże europy
wciągnę sztywny pal azji
pofrunie enola gay
ze sportowca wycinam piłkarzy
na plastelinie wieszam plakaty
zbieram puszki i podstawki
przeglądam się w pudle
starym widokówkom
z miejsc w których nie byłem
czytam ostatnie listy
na które nie odpisałem
TRADYCJA?
od rana muchy zwiastowały upalną
niedzielę
wiatr trącał płatkami pelargonii
kury i kaczki kończyły śniadanie
przy stole zapach rosołu witał mocniej
niż kawa na mszę
Pochwalony Jezus Chrystus
powoli i tu odchodzi do stodoły
póki co na krzyżu jeszcze
dzielnie się trzyma
kiedy kręciłem powrósła
kiedy jeszcze na wozie zwoziliśmy snopki
dałbym sobie jęczmieniem
skórę wybiczować
że dziś nie będzie pod wozem
dziś to ja pozdrawiam Boga
przypominam dzieciom
że chleb też się szanuje
że ty też możesz upaść
wrażenia mogę zważyć
trasa doświadczeń liczyła dwadzieścia lat
i sześćset sześćdziesiąt cztery kilometry
w jedną stronę pociągiem
telefon określił stopień zmiany
pouczany określeniem że to czasy się zmieniły a nie my
przeczę
spaliśmy w ścisku prawie jeden na drugim
dziś choć mieszkania puste i czyste
miejsca brak by przyjąć jedną osobę
to tylko rodzina
w komunie człowiek się trzymał
w kapitalizmie odleciał w dobrobyt
rozluźnił więzi zaczynając od stołu
sposób kontaktu przez kontakt
przeszedł w bezprzewodowy
na bezdotykowy
22.11.2020
Była to późna jesień (5 listopada 2005 r.). Osiem zapalonych do rozmowy dusz spotkało się "na chwilę" przy jednym stole, by przez sześć godzin (sześć!) rozmawiać na temat przeczytanego dzieła. Po tym spotkaniu wiadomym było, że Hefajstos w swym piecu wielki rozpalił ogień, który ma płonąć jeszcze ponoć sto lat i zapalać inne duchy do obcowania z nami.
Od tamtego czasu spotykamy się mniej więcej co półtora miesiąca i dalej wykuwamy przeróżne sposoby interpretacyjne przeczytanych dzieł. Jest nas obecnie dwa razy więcej, przez co i bywa dwa razy głośniej, cieplej i... dłużej! Bo Kuźnia Literacka to nie tylko internetowa działalność, ale również - a może i przede wszystkim – spotkania kilkunastu bliskich sobie osób przy lekturze. Raz do roku czynimy w Gnieźnie Kuźnię otwartą. Zapraszamy wówczas na rocznicowe wydarzenie uznanych twórców kultury i rozmawiamy z nimi na tematy związane z ich artystyczną działalnością.
W tym roku honorowym gościem Kuźni Literackiej był Lech M. Jakób.

Na zdjęciu Lech M. Jakób i Irmina Kosmala
Czytaj więcej o cookies w wynikach wyszukiwania Google.pl - > KLIK
Z okazji VI ROCZNICY KUŹNI LITERACKIEJ, postanowiliśmy zmienić szatę graficzną strony oraz utworzyć nowe działy.
Mamy nadzieję, że nowa forma przypadnie Wam do gustu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
NAPISALI O NAS: "Metalurgia słowa"
