Etgar Keret to klasa sama w sobie. Że będę do jej lektury zachęcał, to oczywiste. Zastanawiam się tylko nad tym, jak oddać fakt, iż pozornie mamy w „Koloniach Knellera" do czynienia z powieleniem fabularnych schematów wcześniejszych tekstów, a jednocześnie jest w tej publikacji coś nowego, skomplikowanego, niepokojącego i ważnego. Czytelnik może poczuć się zirytowany, bo przecież tytułowy tekst jest fabularną kalką „Pizzerii Kamikadze”. Pytanie tylko, czy jest to faktycznie kalka i czy teksty Kereta rzeczywiście wzajemnie się potwierdzają i wchodzą ze sobą w ścisłe związki, czy stanowią integralną całość w zbiorach, które autor ułożył według pewnego klucza?
Droga do siebie należy do nurtu tzw. literatury motywacyjnej. Nie jest jednak instruktażem mówiącym, co robić, żeby stać się szczęśliwym lub informatorem dotyczącym metod prowadzących do idealnego życia i niekończącego się sukcesu.
Każdemu przydarza się kiedyś coś, co może go zmienić, zmienia. I niekoniecznie musi to być epizod ekstremalny. Niejednokrotnie wystarcza jakiś znak, mniej lub bardziej wyraźny, nawet zwykły sen. Byle patyczek na piasku przyniesiony przez morze, żądło pszczoły, ból, zapach, przypadkowe zdanie z książki, odbicie w lustrze, wszystko. Trzeba tylko umieć sobie z tym poradzić, być, być gotowym. No i nie prześlepić, nie przeoczyć. - Lech M. Jakób
Drogi Mozarcie, zrobiłeś właśnie coś przedziwnego! Smutną muzyką pocieszyłeś mnie w smutku… Eric-Emmanuel Schmitt