„Trzepot skrzydeł” – najnowsza powieść Katarzyny Grocholi – całkowicie odbiega od jej dotychczasowych powieści. Kto ma ochotę na literaturę łatwą, lekką i przyjemną, w stylu przygód sympatycznej Judyty („Nigdy w życiu”, „Ja wam pokażę” itp.), ten nie powinien po tę lekturę sięgać. Należy ona bowiem do kręgu psychologiczno – obyczajowych dramatów.
Od pierwszej strony stanowczo odrzuca i przyciąga - swoim niebywałym dwukolorowym magnesem i rzadko spotykanym językiem.
Wciąga i pozbawia po troszku delikatnej rozkoszy niebytu, jaką jasno można było zauważyć w poprzednich bestsellerowych książkach;
Pisana w infantylny sposób, jakich mało w dzisiejszym jasno-ciemnym światku, gdzie przegryza się rozdział o rozdział, gryząc piasek.
A jeśli ciągle tyka - jakim kolorowodem pomalowane są dni mając co dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat więcej.
Nowy wymiar magii i fantastyki, która budzi najbardziej uśpione zmysły;
Równoległa planeta, na której ludzie są tylko cząstkami elementarnymi, podczas nieustającej walki technologi z magią.
-Lekka, niewymiarowa, czytana jednym tchem dla prawdziwych smakoszy ciekawego kunsztu.
Niesamowicie intymna, i prywatna opowieść; Prawie tak samo uniwersalna, jak historia miasta, w którym dwoje ludzi poznaje siebie.
Ona - Polka, profesor, wykłada na Sorbonie.
On - Rosyjski historyk, odbywający stypendium w Paryżu.